Sta?a blada w deszczu, w zimie,
Pytam j? jak ma na imi??
S?awa.
My?l? sobie, g?upia sprawa,
Przemoczona, to niech wsiada,
S?awa.
Mia?a stary p?aszcz wojskowy,
W?osy jak kwitn?ce g?ogi,
S?awa.
By?a pi?kna chocia? s?aba,
Jak do domu jej nie zabra??
S?awa!
Pomy?la?em sobie tak,
?e komu? mog?a znudzi? si?
I wystawi? j? za próg,
A mnie przyda si?!
Od lat t?skni?em do niej,
Lecz za grosz nie by?o jej.
Teraz stoi na mej drodze.
Od dzi? j? mog? mie?!
Mia?em potem pracy nawa?,
Wracam pó?no – wódka, kawa…
S?awa.
Mówi, ?e mnie nigdy nie ma,
?e samotna jest i niema –
S?awa!
Pomy?la?em najpierw – walcz!
Ratuj wszystko, co si? da,
Ale potem zrozumia?em,
?e to przegrana gra.
Gdy odesz?a wcze?nie rano,
To do g?owy przysz?o mi:
Je?li nie sta? Ci? na S?aw?,
To musisz bez niej ?y?
Gdy spotkacie j? kiedy?
W starym p?aszczu, we mgle,
To powiedzcie jej, prosz?,
?e bez niej mi ?le,
?e mi bez niej ?le!